konferencja, patchwork, event manager

Niechlubne konferencje patchworkowe

Jest ogień. Burza mózgów skończyła się turbo energią. Jest nie tylko ogólny zarys, ale i elementy wydarzenia – jak puzzle pasujące do siebie nawzajem. Każdy z nich wnosi coś nowego, a jednak razem uzyskują dodatkową wartość (większą niż suma wartości każdego z nich). Wszytko gra zarówno na poziomie koncepcji, jak i detali. Stroje hostess w połączeniu z wyglądem subrecepcji, elementami grywalizacji, pomysłem na landing page i koncepcją scenografii powodują, że zespół kilku event managerów uśmiecha się z zadowoleniem. Jest interakcja i odpowiedź na zbadane potrzeby klienta. W teorii.

 

W praktyce może być różnie. Czasami jest ogień po dwóch stronach, robota pali się w rękach, a ciepłe mrowienie pod sercem utrudnia zasypianie od startu do godziny 0. W takich sytuacjach przede wszystkim trzeba uważać … żeby nic nie spłonęło.  Przydaje się analiza ze szklanką zimnej wody albo spacer po zmroku (im mocniej wieje tym lepiej).

 

Dorzućmy jeszcze kilka rzeczy z innej oferty

 

Ale co, jeśli jest inaczej. Klient cię lubi, ale to przecież nie o to chodzi. Dostał kilka ofert i będzie rozliczany z efektu. Twoja propozycja jest ciekawa, inne też maja mocne strony. W świecie błyskawicznej nagrody, szybkich obrazów, poszukiwania sposobów aby mieć wszystko, zdominowanym przez informację – czemu klient miałby rezygnować z czegokolwiek. Więc bierze tych, z którymi mu się najlepiej rozmawia (a może tych, którzy mają doświadczenie w najtrudniejszej kwestii lub jeszcze innych) i łączy. A może bierze wszystkich, żeby na końcu łatwiej mu był porównać. Jest logika, jest sens i zasadność. Mniejsza o to, że coraz mniej do siebie pasuje – będzie WOW na każdym kroku. Zmieńcie prezentację, wyceńcie jeszcze, … I tak latają pomysły budowane podczas kilkugodzinnych burz mózgów i indywidualnych analiz w różnych zakątkach Polski i nie tylko. Nie można ich dotknąć, więc trudniej myśleć o nich jak o czymś o wartości samej w sobie.

 

“Mieszanie się” klienta jest bezcenne

 

Osobiście bardzo lubię, kiedy klient ingeruje w ofertę. Włącza się, podrzuca, pomaga mi wejść w świat jego produktu czy usług. Zawsze ma to dobre przełożenie na jakość i adekwatność produkowanego eventu. Jest więcej “WOW” i ognia właśnie. Pod warunkiem, że jest to wspólna praca nad produktem, a nie patchwork. Sztywne dorzucanie elementów, które nijak nie spinają się z ideą kreatywną motywem tylko dlatego, że komuś się spodobało to, czy tamto.

 

Kradzież to pewnie nie jest najwłaściwsze słowo

 

Nie proszę, byśmy się na to nie zgadzali lub odmawiali wprowadzania poprawek. A jednak nie chcę robić patchworku. Trochę dlatego, że łamie mi to serce. Nie jest dla mnie rozwojem, a pognieceniem mojego/naszego pomysłu. A skoro moje serce może być kiepskim argumentem… łamie mi to też kręgosłup. Wiem, ile pracy i satysfakcji mogło być drogą do konceptu kreatywnego. Czyjejś pracy i czyjejś satysfakcji. Nie mojej. I choć nie można tego dotknąć – nie czuję się, jakbym miała moralne prawo przejmować pomysły i mówić: „to jest moja oferta”. A jeśli i kręgosłup nie jest argumentem… To dla rozwoju branży i samych siebie, budowania dobrych praktyk, naszego wspólnego dobra, … Szukajmy innych dróg.

 

Do rozwoju

 

W sytuacji propozycji patchworku dziękuję za możliwość zmodyfikowania oferty i próbuję znaleźć powód, dla którego coś tak bardzo spodobało się klientowi. I szukam innej drogi, która nie tylko zaspokoi tą ciekawość / potrzebę / ochotę, ale też – rozwinie mój produkt i mnie, coś wniesie. Nie chcę, by to był bezmyślnie dorzucony puzzel z innej układanki. Drodzy klienci, z tego miejsca dziękuję za cierpliwe odpowiadanie na pytania w takich sytuacjach (i nie tylko takich). Choć to nie jedyny powód napisania tego artykułu.

Rozwój to jedna z trzech najważniejszych wartości nie tylko w Creality, ale też dla mnie osobiście. Najwięcej uczę się wtedy, kiedy nie otrzymuję tego, co chciałam. Kiedy (na przykład) przegram postępowanie, w którym przygotowałam właśnie ofertę patchworkową i czuję się nie tylko zmęczona ciągłymi zmianami, ale też wizją realizowania pomysłu, którego nie rozumiem. Nie jestem dumna z tego, że się na to zgodziłam. Może tylko tyle dobre, że już wiem, że… nie chcę tak. Po ludzku. Za bardzo kocham eventy, by budować sobie z nimi tak… nieprzyzwoite skojarzenia.

 

AK

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *